Ile razy, słysząc dźwięk telefonu, zdarzało się, że serce zaczynało mocniej bić? To nadzieja…

Nadzieja, że nasza aplikacja się komuś spodobała i zechcieli zaprosić nas na kolejny etap rekrutacji. Jednak często to po prostu fałszywy alarm…

Ale co w takiej sytuacji, gdy już udało się pobić setki innych pracoposzukiwaczy i dostać zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną? Wtedy jest zadowolenie, radość bądź euforia (nasilenie odczuć jest wprost proporcjonalne do czasu, który musiał upłynąć pomiędzy kolejnymi tak wyczekiwanymi telefonami). Przygotowujemy się do rozmowy, idziemy, staramy się wypaść jak najlepiej…

Rozmowa dobiega końca. Zazwyczaj dostajemy możliwość zadania kilku pytań – grzechem byłoby zrezygnowanie z tego. I ja nie odmawiam. Zawsze pytam o termin otrzymania wyniku procesu rekrutacji oraz czy otrzymam informację zwrotną , gdy będzie ona dla mnie niekorzystna.

Myślę, że to obowiązkowe pytania. Zawsze lepiej wiedzieć i znać nawet niemiły dla nas fakt, ale jednak wiedzieć.

W sytuacji, kiedy pracodawca mówi, że poinformuje tylko w przypadku, gdy zakwalifikuję się dalej – sprawa jest dla mnie jasna. Jeśli do wskazanej godziny „0″ telefon milczy, nie dostałam się. Rozumiem, spoko. Jednak, gdy otrzymuję zapewnienie, że niezależnie od podjętej decyzji przekażą mi jakąś informację, a ja jej nie dostaję…

„- Do końca przyszłego tygodnia podejmiemy decyzję odnośnie przyjęcia na staż.

- Czy mogę spodziewać się informacji zwrotnej także, gdy będzie ona negatywna?

- Tak, oczywiście. Zadzwonimy.”

„- Zadzwonić możemy jeszcze dziś, jednak jeśli to nie nastąpi, najpóźniej do czwartku damy odpowiedź.

- Niezależnie czy będzie ona pozytywna czy negatywna?

- Tak.

- Dobrze, dziękuję.”

„- W takim razie proszę najpierw o przesłanie CV na adres jestempalantembo@przejrzenajpierwcvinatejpodstawiecieskresle.pl. Potem skontaktuję się z panią w celu wyznaczenia terminu rozmowy.

- Dobrze, wyślę CV jeszcze dzisiaj. Do widzenia.”

Jak się można domyślić – pomimo obietnicy kontaktu, ani nie zadzwonił telefon, ani na maila nie przyszła wiadomość…

Mieszają się wówczas różne odczucia… Z jednej strony pojawia złość, wkurzenie, „Jak można być tak niesłownym!?”, „To ma być profesjonalizm!?”. Z drugiej zaś nadzieja, że może jednak rekrutacja się troszkę przeciągnęła i że nie wszystko jeszcze stracone…

Po kolejnym dniu oczekiwania nadzieja zanika – trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i uzyskać obiecaną nam informację! Telefon lub mail – i o zgrozo! – nie zawsze tę odpowiedź uzyskamy (tutaj pewniejszy jest kontakt telefoniczny, korespondencja mailowa w takich przypadkach zawodzi).

Pozostaje pytanie „Co za ludzie tam pracują?”. Nie dotrzymując słowa, okazują w ten sposób całkowity brak szacunku kandydatom. Kandydatom, czyli ludziom, którzy tak bardzo liczą na pozytwyne wieści, a nawet jeśli wieści nie są zgodne z oczekiwaniami, po prostu chcą wiedzieć, na czym stoją. Niby prosta sprawa, a wielu rekruterów ma to głęboko w d. …

Więcej szacunku do ludzkich starań i poświęconego czasu – czy naprawdę tak ciężko to zrozumieć? Czy wykonanie tych paru dodatkowych połączeń lub kilka maili do wysłania więcej przekracza możliwości dzisiejszych pracodawców/ osób odpowiedzialnych za pozyskiwanie pracowników?

Jeśli pracownicy i potencjalni pracownicy nie będą szanowani przez swoich przełożonych, to ani zrewanżują się tym samym ani rzetelną i starannie wykonaną pracą… A to oznacza, że spirala wzajemnego braku poszanowania będzie się jeszcze bardziej nakręcać i negatywnie oddziaływać na cały rynek…

Jedna prośba: więcej szacunku.