goniac-za-praca

O trudach poszukiwań.

Wpisy z tagiem: praca

Pomysł na tę notkę kreował się w mojej głowie od jakiegoś czasu…

Mocniej zaczęłam się nad tym zastanawiać w okresie pierwszego długiego majowego weekendu. Nad tym, czyli nie nad sensem istnienia płacy minimalnej czy jej wysokością, tylko nad motywami, które kierują przedstawicielami związków zawodowych wygłaszających swoje „n-i-e-s-a-m-o-w-i-t-e” pomysły w tej kwestii. Głównie dało się coś na ten temat usłyszeć w mediach 1. maja, w Święto Pracy.

[Jako osoba bezrobotna nie obchodziłam tego święta, bo z jakiej racji miałabym obchodzić ten dzień i świętować  z okazji czegoś, czego nie mam, co mnie nie dotyczy?

A tak swoją drogą, przynajmniej połowa Polaków powinna móc obchodzić swoje dni: Święto Zlecenia, Święto Dzieła. Skoro osób zatrudnionych na umowy cywilnoprawne nie wiąże z przełożonym stosuenk pracy, powinny być i dla nich przewidziane osobne święta…

Oczywiście, to miało mieć raczej charakter ironiczny (nie wiem, czy mi to wyszło). Chciałam tym zwrócić uwagę na to, że 1. maja dotyczy może z 45-50% siły roboczej w naszym kraju.]

Wracając… Co dało się usłyszeć wtedy w mediach? Różne postulaty, a wśród nich żądania przedstawicieli związków zawodowych do podniesienia minimalnego wynagrodzenia…

[Czymże jest ta pensja minimalna? Najniższa możliwa kwota brutto, na którą może liczyć osoba zatrudniona na umowę o pracę na pełen etat. Obecnie wynosi ona 1600 zł., wraz z początkiem bieżącego roku wzrosła o 100 zł.]

Kiedy słyszę tak durnowate pomysły, jak ten przytocozny wyżej, to złość się we mnie wzbiera…

Nie mogę zrozumieć, co popycha ludzi do proponowania czegoś takiego. Głupota? Niewiedza? Ślepa wiara, że pracodawcy swoim kosztem podniosą pensje pracownikom? A może chęć przypodobania się opinii publicznej i nieświadomej konsekwencji takiej decyzji części społeczeństwa? A no tak, obawiam się, że chodzi o tę ostatnią opcję…

Jak ktoś, kto rzekomo występuje w imieniu pracowników, może wymagać czegoś tak dla nich niekorzystnego?

Jakie mogą być skutki podniesienia płacy minimalnej?

1. Zwiększenie bezrobocia.

Pracodawcy dysponujący określoną sumą pieniędzy na wynagrodzenia, nie chcąc zwiększać kosztów prowadzenia działalności, podziękują za współpracę części załogi. I w ten sposób może i częśc osób uzyska większy zarobek, ale z dużym prawdopodobieństwem będzie też musiała wykonywać obowiązki osób zwolnionych. A ci dołączą – do i tak sporego już – grona bezrobotnych.

2. Zwiększony odsetek umów śmieciowych

Pracodawcy, którzy po podwyższeniu płacy minimalnej, nie byliby w stanie zatrudniać na umowę o pracę, mogliby proponować nowym pracownikom umowy zlecenia lub o dzieło (a obecnym rozwiązanie umowy o pracę i przejście na umowę cywilnoprawną). I tak rynek jest już mniej więcej w połowie pokryty przez tego typu umowy, więc po co jeszcze poszerzać tę strefę umów śmieciowych?

A propos strefy…

3. Rozrost „szarej strefy”

Nie stać kogoś na przyjęcie na umowę o pracę? Może w takim przypadku nie zatrudniać w ogóle. Taka możliwość istnieje, jednak myślę, że niewielu zatrudniających wcześniej na umowę o pracę zdecydowałoby sie na rezygnację z legalnej formy zatrudnienia. Prędzej wybraliby redukcję etatów lub przejście na inną umowę – takie jest moje zdanie. Jednak trzeba pamiętać, że i taka ewentualność jak większa ilość osób pracujących nielegalnie, może wystąpić.

Czy możliwe konsekwencje zmiany wysokości wynagrodzenia minimalnego (↑ w górę) byłyby korzystne dla pracowników? Oceńcie sami.

I niech ktoś mi powie, że ci ludzie działają na rzecz pracowników… Ciekawe…

Oddzwonimy do czwartku!

Brak komentarzy

Ile razy, słysząc dźwięk telefonu, zdarzało się, że serce zaczynało mocniej bić? To nadzieja…

Nadzieja, że nasza aplikacja się komuś spodobała i zechcieli zaprosić nas na kolejny etap rekrutacji. Jednak często to po prostu fałszywy alarm…

Ale co w takiej sytuacji, gdy już udało się pobić setki innych pracoposzukiwaczy i dostać zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną? Wtedy jest zadowolenie, radość bądź euforia (nasilenie odczuć jest wprost proporcjonalne do czasu, który musiał upłynąć pomiędzy kolejnymi tak wyczekiwanymi telefonami). Przygotowujemy się do rozmowy, idziemy, staramy się wypaść jak najlepiej…

Rozmowa dobiega końca. Zazwyczaj dostajemy możliwość zadania kilku pytań – grzechem byłoby zrezygnowanie z tego. I ja nie odmawiam. Zawsze pytam o termin otrzymania wyniku procesu rekrutacji oraz czy otrzymam informację zwrotną , gdy będzie ona dla mnie niekorzystna.

Myślę, że to obowiązkowe pytania. Zawsze lepiej wiedzieć i znać nawet niemiły dla nas fakt, ale jednak wiedzieć.

W sytuacji, kiedy pracodawca mówi, że poinformuje tylko w przypadku, gdy zakwalifikuję się dalej – sprawa jest dla mnie jasna. Jeśli do wskazanej godziny „0″ telefon milczy, nie dostałam się. Rozumiem, spoko. Jednak, gdy otrzymuję zapewnienie, że niezależnie od podjętej decyzji przekażą mi jakąś informację, a ja jej nie dostaję…

„- Do końca przyszłego tygodnia podejmiemy decyzję odnośnie przyjęcia na staż.

- Czy mogę spodziewać się informacji zwrotnej także, gdy będzie ona negatywna?

- Tak, oczywiście. Zadzwonimy.”

„- Zadzwonić możemy jeszcze dziś, jednak jeśli to nie nastąpi, najpóźniej do czwartku damy odpowiedź.

- Niezależnie czy będzie ona pozytywna czy negatywna?

- Tak.

- Dobrze, dziękuję.”

„- W takim razie proszę najpierw o przesłanie CV na adres jestempalantembo@przejrzenajpierwcvinatejpodstawiecieskresle.pl. Potem skontaktuję się z panią w celu wyznaczenia terminu rozmowy.

- Dobrze, wyślę CV jeszcze dzisiaj. Do widzenia.”

Jak się można domyślić – pomimo obietnicy kontaktu, ani nie zadzwonił telefon, ani na maila nie przyszła wiadomość…

Mieszają się wówczas różne odczucia… Z jednej strony pojawia złość, wkurzenie, „Jak można być tak niesłownym!?”, „To ma być profesjonalizm!?”. Z drugiej zaś nadzieja, że może jednak rekrutacja się troszkę przeciągnęła i że nie wszystko jeszcze stracone…

Po kolejnym dniu oczekiwania nadzieja zanika – trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i uzyskać obiecaną nam informację! Telefon lub mail – i o zgrozo! – nie zawsze tę odpowiedź uzyskamy (tutaj pewniejszy jest kontakt telefoniczny, korespondencja mailowa w takich przypadkach zawodzi).

Pozostaje pytanie „Co za ludzie tam pracują?”. Nie dotrzymując słowa, okazują w ten sposób całkowity brak szacunku kandydatom. Kandydatom, czyli ludziom, którzy tak bardzo liczą na pozytwyne wieści, a nawet jeśli wieści nie są zgodne z oczekiwaniami, po prostu chcą wiedzieć, na czym stoją. Niby prosta sprawa, a wielu rekruterów ma to głęboko w d. …

Więcej szacunku do ludzkich starań i poświęconego czasu – czy naprawdę tak ciężko to zrozumieć? Czy wykonanie tych paru dodatkowych połączeń lub kilka maili do wysłania więcej przekracza możliwości dzisiejszych pracodawców/ osób odpowiedzialnych za pozyskiwanie pracowników?

Jeśli pracownicy i potencjalni pracownicy nie będą szanowani przez swoich przełożonych, to ani zrewanżują się tym samym ani rzetelną i starannie wykonaną pracą… A to oznacza, że spirala wzajemnego braku poszanowania będzie się jeszcze bardziej nakręcać i negatywnie oddziaływać na cały rynek…

Jedna prośba: więcej szacunku.

Witaj, świecie!

Brak komentarzy

Chociaż mam wrażenie, że powinnam zmienić te standardowe blogowe przywitanie i napisać:

Witaj szara, polska rzeczywistości!

(O, już lepiej)

Tematy, które będę starała się poruszać na blogu, czasem przewijają się w mediach, ale czuję, że poświęca się im zbyt mało uwagi… Mimo, że są tak ważne. Unikają gdzieś między tak  istotnymi kwestiami dla jakości życia w naszym kraju jak: homozwiązki, Smoleńsk odc. 52974, pogoda na najbliższe 16 dni, śnieg vs drogowcy, wieczne spory polityków i wiele, wiele innych…

A mianowicie: chcę pisac o bezrobociu, o poszukiwaniach pracy i tym co z nimi związane, o rynku pracy.

Tam na górze zbyt mało robią, żeby tym na dole było łatwiej. Żeby ci z dołu mogli żyć, a nie tylko egzystować. Żeby przeciętny obywatel chciał tu mieszkać i widział, że ma to sens. Żeby myśl „uciec stąd” nie była jedyną, która towarzyszy co dnia.

Pomysły na teksty pochodzą z życia, z własnego doświadczenia, z obserwacji poczynań oraz oczywiście z opini innych osób (przeważnie znalezionych na forach internetowych), nierzadko traktowanych nieludzko i bez szacunku na tym rynku pracy.

Sam blog rzeczywistości nie zmieni. Mam tego świadomość. Może jednak zwrócić uwagę na problemy, które dotyczą wielu z nas. Może zmusi kogoś do przemyśleń lub czegoś więcej: do reakcji w przypadku zaistnienia jakichś nieprawidłowości. Może uświadomi tym, których przentowane treści bezpośrednio dotykają, że nie są w tym sami. Może? Może.

By żyło się lepiej!